Przytarabanił się znowu nad ranem, robię miejsce, ale to nigdy nie wystarcza, ja zawsze leżę na najlepszym fragmencie łóżka, dlatego absolutnie koniecze jest położenie się, przynajmniej częściowo, przynajmniej jedną kończyną, na mnie... pożądana ze wszech miar jest jak największa powierzchnia styku... leżymy... ja na krawędzi, on zaraz za mną, częściowo na mnie, tak blisko, że nie mam żadnej możliwości ruchu, bez wprowadzenia w rezonans ciała leżącego obok... ciało, jako że jeszcze nie całkiem zdrowe, wydaje chrapliwe dźwięki prosto do mojego ucha... ciche piski, wymęczone sapania, warczące oddech... moje dziecko nie uznaje spania razem polegającego na dzieleniu jednego łóżka, moje dziecko musi być pewne, że chociaż łóżko ma 1,8m, my zajmjemy jego możliwie najmniejszy fragment... a najlepiej, gdyby ja podpierała się ręka i nogą o podłogę, to daje gwarancję, że już bardziej się nie odsunę w chwili nieuwagi... ufff
Uwielbiam te wieczory, kiedy Żywiciel jeszcze pracuje, albo ogląda swoje angielskie seriale, a ja sama, pani na włościach, rozkładam się na środku łóżka, nic mnie nie ogranicza, nic nie grzeje, nic nie wydaje, zakłócających nocną ciszę, dźwięków... tylko, że wtedy natychmiast zasypiam, i tyle mojej radości!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz