Adele w słuchawkach, piwko wolno sączę, przeglądam FB po raz nie wiadomo który dzisiaj... uzależnienie, a obiecywałam sobie, że nawet profilu nie będę miała... no i niedługo rzeczywiście nie będę miała, jak się nie opanuję z jedzeniem, zaokrąglam się w tempie astronomicznym...
Młody Człowiek znowu chory... przedszkole miało mi dać troche wolności do realizacji niektórych celów, tymczasem usidliło mnie jeszcze bardziej... nawet z domu wyjść nie mogę. Tymczasem w domu jest nudno, wiadomo, dwulatek potrzebuje ciągle nowych bodźców, a ja, no cóż... niekoniecznie jestem specjalistką w ich dostarczaniu... w każdym raziem nie na tym poziomie. Siedzimy więc w domu, Młody Człowiek co jakiś czas próbuje mnie zmusić do włączenia mu bajki. Odmawiam... – Mamo, ja płaczę, mówi wtedy do mnie :D
E. przysłała nam cały karton książek, oglądaliśmy dzisiaj jedną z nich, z obrazkami, książka kosztowała 21tyś. więc ma niezły staż... na jednym z obrazków telewizor, no nie plazma oczywiście... dla mojego dwulatka, taki telewizor przypomina... mikrofalówkę... nie moge mu wytłumaczyć, że to takie samo urządzenie jak to w którym ogląda co wieczór bajkę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz